środa, 15 maja 2013

Rozdział 1: Evans, umówisz się ze mną?

James Potter, gwałtownie otworzył oczy. Znowu ten sam sen. Pierwsze spotkanie z Syriuszem i ona. Lily Evans. Gryfonka cały czas zaprzątała jego myśli. Była 6:15 a więc do śniadania ostało mu ponad półtorej godziny. Zerknął na swoich przyjaciół i uśmiechnął się szeroko. Łapa chrapał głośno; jedna ręka zwisała mu z łóżka dotykając podłogi, a drugą wymachiwał w powietrzu. Ostatnio coraz częściej lunatykował. Remus natomiast, spał w pozycji siedzącej z książką w ręku. Jemasa to nie zdziwiło. Lunatyk od zawsze czytał przed snem. Okularnik wstał szybko, naciągając na siebie spodnie i gruby sweter. Zerknął jeszcze na ukrytego pod kocami Glizdogona i wyszedł z dormitorium.  W powietrzu unosił się zapach pieczonych kiełbasek podawanych na śniadanie. James poczuł dokuczliwy głód, ale zignorował go. Przeciągnął się jeszcze raz i ruszył w stronę sowiarni żeby wysłać list. Był już na błoniach gdy jego uwagę przykuła burza rudych loków. Lily Evans siedziała pod wielkim drzewem i była czymś pochłonięta. „Ciekawe co ona robi tak wcześnie na błoniach”, przemknęło mu przez myśl. Chłopak nie mógł przepuścić okazji, popisania się przed Evans, więc zawrócił po cichu i okrążył drzewo pod którym siedziała Gryfonka. Powstrzymał się od napadu śmiechu – już widział jej minę jak się odwróci. Stąpał ostrożnie po wiosennej trawie i gdy był już koło niej, przykucnął i spojrzał jej przez ramię. Dziewczyna trzymała w rękach pamiętnik i pisała szybko jakąś notatkę.„Jest taki irytujący!” – przewróciła kartkę.”Cały czas się popisuje swoimi rozczochranymi włosami i tą głupią piłeczką! Może gdyby przestał się przede mną popisywać i normalnie zagadał, zamiast ciągle powtarzać „Evans, umówisz się ze mną?” to bym się z nim na serio umówiła! Nie twierdzę że nie jest przystojny, bo jest i to nawet bardzo…”  -Wiesz Evans, jestem nie tylko przystojny. Osobowość też mam niezłą. Lily zerwała się na równe nogi! -Potter! Oszalałeś?! Na brodę Merlina! Nie dość że omal nie dostałam zawału to jeszcze... -Obudziłaś połowę zamku.. – wykrztusił chłopak, zanosząc się śmiechem na widok jej miny. –To nie jest zabawne! -Jasne że jest. – Chłopak był tak wesoły, że i ona przelotnie się uśmiechnęła. Jednak po chwili znów przybrała srogą minę. –Nie powinieneś czytać mojego pamiętnika! -Oszalałaś? – Udał oburzenie. – A w jaki inny sposób odkryłbym że Ci się podobam? – To mówiąc spojrzał na nią tak intensywnie że się zarumieniła.–James, ty mi się nie podobasz! -Evans, możesz powtórzyć? -Co? – Zapytała zbita z tropu. –Czy możesz powtórzyć ostatnie zdanie? -Nie podobasz mi się! – Krzyknęła. Zaczynał działać jej na nerwy.  –Ach, nie to Evans. Chodziło mi o „James”. Zawsze mówiłaś „Potter”. – Rzucił jej tryumfalne spojrzenie. –No i co z tego Potter? – Tym razem zaakcentowała jego nazwisko. -To nie zmienia faktu że Cię nie znoszę! Chłopak przyglądał jej się przez chwilę, wyraźnie nad czymś dumając. –Czyli nigdy byś się ze mną nie umówiła, ani nie dała mi buziaka, ani nie przytuliłabyś się do mnie? -Widzę że nareszcie zrozumiałeś. Ale.. czekaj! Co ty do diaska robisz?! – Zawołała, widząc jak James zdejmuje szatę i ubranie. –Idę się utopić. Życie bez ciebie to udręka. – Przybrał ton, jakby deklamował wiersz, po czym uśmiechnął się do niej łobuzersko i podbiegł do brzegu jeziora. –Zwariowałeś! Woda ma jakieś 15 stopni i na dnie mieszka Wielka Kałamarnica! Zamarzniesz! Abo utoniesz. Ewentualnie jedno i drugie.. –Zostanę tu, jak się ze mną umówisz. – Palnął od razu.–To jest szantaż, nie ma mowy! – pisnęła gdy chłopak wskoczył do wody w samych spodniach. Wariat - pomyślała chichocząc z jego „poświęcenia” dla miłości. James odpływał coraz dalej i dalej. Był już dobre 20 metrów od brzegu, szczerząc się od ucha do ucha, gdy nagle coś się stało.. Krzyknął przeraźliwie i chwycił się za nogę. Zaczął machać rękami w geście rozpaczy. Lily niewiele myśląc, zrzuciła szatę, odrzuciła różdżkę i wskoczyła do jeziora. Woda była lodowata, a ubranie oblepiało jej skórę krępując ruchy. Nie zważając na to, dopłynęła do nieruszającego się już chłopaka i zaczęła holować go na brzeg. Zajęło jej to znacznie więcej niż dopłynięcie do niego, bo chłopak  trochę ważył. Gdy wyciągnęła go na brzeg, nie oddychał. Wstrząsały nim dreszcze. Niewiele myśląc zaczęła rytmicznie uciskać jego klatę piersiową. Niestety na niewiele się to zdało. Teraz już bliska łez, zrozpaczona dziewczyna zrobiła mu sztuczne oddychanie. Pompowała powietrze do jego płuc. „Nie umieraj, błagam! Zrobię wszystko!” – modliła się w duchu. Już chciała nabrać powietrza ale poczuła jak chłopak się porusza. Zebrała w sobie całą siłę i spróbowała jeszcze raz. Nagle poczuła jak James całuje ją w usta. Był to krótki aczkolwiek namiętny pocałunek. Lily nie opierała się z początku zaskoczona, ale po chwili odskoczyła od niego jak oparzona. Po chwili Potter ku oburzeniu dziewczyny parsknął śmiechem. –Nigdy nie mów nigdy, kochanie. – Wysapał cały mokry, ale szczęśliwy jak nigdy przedtem. – Widzisz? Nie dość że mnie przytuliłaś jak płynęliśmy, to jeszcze teraz mnie pocałowałaś! Została tylko jedna sprawa..  – Nie dokończył bo Lily wyglądała jakby miała zemdleć. Po chwili odzyskała rezon a z nim przypłynęła fala wściekłości. –POTTER!!! Jeszcze raz zrób coś podobnego, a już nigdy, PRZENIGDY nie zobaczysz swoich durnych koleżków, już nigdy nie zrobisz żadnego żałosnego dowcipu i nigdy się ze mną nie umówisz! Nie zdążysz, bo Cię uduszę! I NIGDY więcej się do mnie nie odzywaj! Nigdy! – Jej wrzask było słychać w całym Hogwarcie i Hogsmede. Łzy złości spływały jej po policzkach. Zignorowała to i ruszyła w stronę zamku. –Evans! Została jeszcze jedna sprawa! Umówisz się ze mną? – Ryknął Potter. Lily Evans odwróciła się do niego napięcie. W ręku trzymała różdżkę. –Tak, jasne James! – o słodkim głosem. – Zaraz po tym. Drętwota! Tym razem, to Lily uśmiechnęła się tryumfalnie i zaśmiała głośno. –Tylko się nie spóźnij na lekcję, „Kochanie”!                

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz