"Przysięgam uroczyście że knuję coś niedobrego".
niedziela, 11 maja 2014
Zabijecie mnie za nieobecność ?
Dziękuję kochani za pozytywne komentarze i BARDZO PRZEPRASZAM, za tak cholernie długą nieobecność :( Miałam ciężki rok i jeśli ktoś jest jeszcze zainteresowany, będę pisać dalej, bo kocham wątek Lily, huncwotów i oczywiście WAS <3 następny rozdział pojawi się do końca tygodnia, chyba że ktoś nalega na szybszy termin?
środa, 22 maja 2013
Rozdział 5: Mapa Huncwotów i nadchodzące kłopoty
-Co słyszałaś? - Zapytał James.
-Nic! Ja tylko... Przechodziłam tędy.. No i, usłyszałam głosy więc przystanęłam- Jąkała się dziewczyna. Syriusz ziewnął przeciągle.
-Tak, jasne. Nie umiesz kłamać, Evans. Więc?
-Na prawdę, ja nie..- Ale urwała, wiedząc że dalsze kłamstwo i tak nie ma sensu. - No dobra, niech wam będzie. Szłam do biblioteki i usłyszałam wasze głosy. Sami w pustej sali - to wydawało mi się dziwne, więc zaczęłam...
-Podsłuchiwać. - Wtrącił Peter, a ona przytaknęła.
-Wspominaliście coś o mapie i jakimś futrzaku...
Ku jej zdziwieniu cała czwórka wybuchnęła śmiechem. Lily odgarnęła włosy za uszy i oznajmiła stanowczo.
-Naprawdę! Nic więcej nie słyszałam!
-Wiem, wiem. Nie o to chodzi.
-A o co?
-O naszego małego futrzaka. - Stwierdził James, a Syriusz wyszczerzył zęby.
-Widzisz Evans, znowu Ci się nie udało! - Dziewczynę ogarnęła nagła złość; może i podsłuchiwała, ale oni z pewnością robili coś nielegalnego!
-Zamknij się, Black! Ostrzegam was, to że nie nakryłam was na gorącym uczynku, nie znaczy że się wam upiekło!
-Ooo! - Syriusz i James zaczęli ją przedrzeźniać. - I co nam zrobisz Evans?
-Kolejny szlaban?
-Nie licz na to, Potter! To że wczoraj Ci się upiekło i że byłeś w porządku, wcale nie znaczy że zmieniłam mój stosunek do Ciebie! A tak w ogóle, co trzymasz w ręku? - Dodała, teraz już na prawdę wściekła.
-Nic takiego.. Stary kawałek pergaminu.
-Serio? Pokaż! - Chłopak podał jej zwój z uśmiechem. Reszta Huncwotów też wyglądała na rozbawionych.
-Dissendium! - (Zaklęcie ujawniające) Mruknęła dziewczyna, dotykając różdżką kawałka pergaminu. Po chwili zaczęły się na nim pojawiać koślawe litery. Chłopcy wyglądali na bardzo z siebie zadowolonych.
-No, czytaj. - Zachęcił ją Remus, więc zaczęła czytać na głos.
-Szanowna Panno Evans, z radością informujemy że została Pani przyjęta do Klubu "Największych Zarozumialców w Hogwarcie! Zamiast spokojnie odrabiać lekcję wtyka Pani nos w sprawy spokojnych i grzecznych uczniów. Doradzamy Pani, zmienić ubranie (bo to jest już nie modne) i umówić się na randkę z wspaniałym chłopakiem Jamesem Potterem. Może wyjdzie Pani na ludzi. Z poważaniem Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz.. Co? -Lily prychnęła.
-Co to za śmieć?
-To nic takiego, ale powinnaś wziąć do serca rady Glizdogona, Łapy, Lunatyka i Rogacza! - Dziewczyna popatrzyła na niego jak na zdechłego karalucha.
-Po pierwsze, nie jestem zarozumiała!
-Jesteś. - Potwierdzili chórem.
-Ale i tak się z Tobą nie umówię, Potter! Wczoraj, ba; jeszcze dzisiaj rano, miałam o tobie całkiem dobre zdanie, ale knucie i obraźliwe teksty? Nieźle się pomyliłam.
-Nigdy bym Cię nie obraził! Jesteś najładniejszą dziewczyną w całym zamku,a Panowie Lunatyk...
-Tak wiem, Glizdogon, Łapa i... Zaraz! Przecież wy tak do siebie mówicie! - Lily klasnęła w ręce z uciechy. Jak mogłam zapomnieć! Syriusz to Łapa, Peter Glizdogon.. A dwaj pozostali?
-Nie licz że się czegokolwiek od nas dowiesz. - Mruknął Syriusz, strzepując ze swojej szaty niewidzialny pyłek.
-Ach tak? Dobrze, w takim razie zaniosę ten wasz świstek do McGonagall i razem odkryjemy o co w tym chodzi.. Coś mi się wydaje że szybko wam tego nie odda. - Huncwoci spojrzeli na siebie. Przegrali.
-To mapa.
-Co?
-Mapa Hogwartu. - Rzekł Syriusz z rezygnacją.
-Mapa powiadasz.. Są na niej wszystkie wyjścia z Zamku?
-Tak, ale po co..?
-Musicie mi to dać!
-Nie ma mowy! Mapa jest nam potrzebna!
-To chociaż mi ją pikażcie! Proszę! Nic nie powiem McGonagall, obiecuje!
-No, skoro tak..- Zaczął James, ale Peter jęknął rozpaczliwie.
- Nie możesz James! To miała być tajemnica!
-Wolisz oddać ją profesor McGonagall? - Warknął Syriusz po czym dodał. - Niech zerknie.
-Dziękuje, Syriuszu. - Chłopak wyszczerzył zęby.
-Nie ma sprawy, Lily; ale pod jednym warunkiem...
-Jakim?
-Odpuścisz mi trzy następne szlabany?
-Dwa. - Sprostowa i podała mu pergamin.
-Jeszcze ja mam jeden warunek.
-Jaki znowu warunek, Potter?
-Ale zgodzisz się?
-Skąd mam wiedzieć!
-Umówisz się ze mną, Evans? - Potargał ręką włosy i uśmiechnął się zawadiacko.
-Nie!
-No trudno, chłopaki idziemy. - Ruszył powoli w stronę schodów, ale zatrzymał się w pół kroku widząc że jego przyjaciele nie ruszyli się z miejsca. Syriusz wzruszył ramionami i rzucił mu minę w stylu, "To twoja miłość, teraz cierp".
-Nie tylko ty decydujesz, James. - Wtrącił Lupin i wycelował różdżką w pergamin - Uroczyście przysięgam że knuje coś niedobrego. - Na kartce zaczęły się pojawiać poziome i pionowe linie, które nachodziły na siebie, tworząc plan całego zamku.
-Na brodę Merlina! Czy te punkty to uczniowie?!
-I nauczyciele.
-To stąd zawsze wiecie gdzie jestem! Ale bomba!
-No więc, co chciałaś sprawdzić?
-Tajemne przejścia do Hogsmed. Słyszałam że jest ich trochę..
-Dokładnie siedem. Jedno prowadzi prosto do miodowego królestwa. Jest na siódmym piętrz za posągiem jednookiej wiedźmy. - Sprecyzował James.
-Muszę się tam dostać dziś w nocy!
-Co?! Ty?
-Tak ja! Wiem że złamie z tysiąc punktów regulaminu, ale.. - Urwała widząc ich zdziwione spojrzenia.
-Pani Prefekt łamie regulamin?! - James udał oburzenie, a Łapa mu zawtórował.
-Bez nas?!
-Tak, bez was! Muszę coś załatwić. Sama! To tajemnica.
-Skoro tak, nie powiemy Ci, jak otworzyć przejście..
-Jak to?
-Chyba nie myślałaś że tam jest zwykła dziura, czy coś w ten deseń. Nie, nie.
-Trzeba znać magiczny sposób..
-Będziemy tam o północy. - Lily westchnęła, teraz ma na karku grupę idiotów, którzy przynajmniej raz w tygodniu zarabiają szlaban. No pięknie!
-Widzisz, Evans! Jednak możemy być przydatni.- Po czym objął ją ramieniem i razem ruszyli w stronę błoni.
wtorek, 21 maja 2013
Rozdział 4: Tajemnice.
Po udanym wieczorze, Lily Evans wróciła szybko do swojego dormitorium. Jej przyjaciółki już spały, więc ona też położyła się do łóżka. Była strasznie zmęczona po nawale lekcji, prac domowych i szlabanie. Szlabanie Jamesa Pottera, który zamienił się w cudowny wieczór. Pomyliłam się co do niego - stwierdziła Gryfonka zdejmując buty i kładąc się do łóżka. Gdy tylko jej głowa dotknęła poduszki, zasnęła, ale po jej twarzy nadal błąkał się uśmiech.
Chwilę później, a przynajmniej tak się jej zdawało, obudziło ją coś co przypominało wystrzał armatni. Rozsunęły się kotary baldachimu a na jej łóżko zwaliły się dwie podekscytowane dziewczyny. Lily otworzyła oczy i dostrzegła zamazane kształty Mary i Jenny.
-Kiedy to się stało?!
-Myślałam że go nie cierpisz!
-Jak mogłaś nam nie powiedzieć?
Dziewczyna nie wiedziała o co im chodzi. Lubiła swoje koleżanki, ale czasami zachowywały się na prawdę... dziecinnie.
-O co wam chodzi?
-Jak to o co? Ty się jeszcze pytasz! O ciebie i o Pottera oczywiście.
-Nie mam pojęcia co jest nie tak ze mną i z Potterem.- Oznajmiła Lily, ziewając.
-Aha, a teraz głupią udaje. - Mruknęła Jenny do przyjaciółki. Lily zaczęła się denerwować.
-Dobra, gadajcie. O co chodzi ze mną i z Potterem?
-No, od kiedy wy jesteście parą?
-Co?! - Wytrzeszczyła oczy. To pytanie do końca ją rozbudziło. - Ja i.. i James? Zwariowałyście?! Nie... Ktoś rzucił na was urok!
-Lily, nie wymiguj się! Dlaczego nam nie powiedziałaś że wychodzisz z nim wieczorem?
-Bo to nie było spotkanie towarzyskie! Potter zarobił ode mnie szlaban! - To zbiło dziewczyny z tropu.
-O.. A w takim razie, dlaczego ktoś widział was jak trzymacie się za ręce? - To musiał być moment kiedy próbował ją zaciągnąć do tajemnego wejścia do Hogsmede; ciągnął ją wtedy za rękę..
-To nie ważne! Kto wam naopowiadał takich bzdur? - Jenny zmieszała się lekko, ale Mary zaoponowała.
-To nie ma znaczenia.
-Owszem, ma.
-No dobra.. To był Puchon Colin Smith.. - Lily spojrzała na koleżanki z rozbawieniem.
-Smith? Wy uwierzyłyście temu kretynowi, któremu dałam kosza trzy dni temu? To była zemsta. W sumie, to w jego stylu - fałszywa plotka o mnie i Jamesie..
-Czyli.. do niczego nie doszło?
-Do niczego. Ale muszę przyznać że Potter wcale nie jest taki zły. - Dziewczyny spojrzały na siebie znacząco. - Ale tylko jako kolega! Wspaniały kolega - dodała w myślach
-No dobrze, załóżmy że Ci wierzymy.. Ale uprzedzam, jak coś..
-Jak coś, będziecie wiedzieć jako pierwsze.
To ucięło wszystkie rozmowy. Evans ubrała się ciepło, bo pogoda za oknem nie była zachwycająca i ruszyła na śniadanie. Idące za nią dziewczyny milczały wymownie. Kiedy dotarły do Wielkiej Sali, stół gryfonów był prawie pusty. Kilku pierwszoroczniaków zajadało płatki owsiane. Lily poczuła zawód. Huncwotów nie było. Zajęła więc pierwsze miejsce z brzegu i nałożyła sobie potrawkę. Skubiąc ją powoli, słuchała jak jej przyjaciółki rozprawiają na temat zbliżającego się przyjęcia u Slaghorna.
-A ty Lil, idziesz z kimś?
-Hmm?
-Pytałam czy z kimś idziesz? - Powtórzyła Mary.
-Nie wiem, jeszcze... Może zaproszę Sevarusa.
-A nie myślałaś raczej, o..
-Nie, nie myślałam o Potterze, Jenny! Snape jest moim przyjacielem, czy Ci się to podoba czy nie!
-Dobra, przepraszam.. Przecież nic o nim nie mówię! Zasugerowałam tylko..
-Wiem, ale odpowiedź brzmi nie! - Dziewczyna wstała od stołu, zostawiając niedokończoną potrawkę. Zamierzała porozmawiać ze Snapem, żeby uciąć dziwne plotki na swój temat. Wyszła z jadalni, kierując się do biblioteki. Wiedziała że znajdzie tam Severusa. Ostatnimi czasy, oddalili się od siebie. On zaczął zadawać się z tak zwanymi "Śmierciożercami", a ona przebywała w towarzystwie przyjaciółek. Skręciła za róg, mijając puste klasy. Już miała wspiąć się schodami na puste piętro, kiedy usłyszała głosy z jednej z klas. Przystanęła. Głosy wydawały się jej znajome.
-Pokazałeś jej pelerynę? James! Ona jest prefektem! - Rozpoznała Syriusza.
-Remus też nim jest. - Tłumaczył się oskarżony.
-Ale to zupełnie co innego. O mapie też jej powiesz? Nie mówię że powinieneś ją sobie odpuścić.. Ale Stary, ganiasz za nią od pierwszej klasy!
-Słuchaj, sprawy się zmieniły.. Wydaje mi się że Lily zaczyna mnie lubić..
-Odpuść mu, Łapo. Nic mu nie wmówisz, zakochał się. - Dziewczyna poczuła że się czerwieni. - Mnie też się wydaje że ona nic nie powie. Tak na prawdę, nigdy tego nie zrobiła..
-Ale pamiętaj, o mapie ani słowa! A już tym bardziej o naszym futrzastym problemie.
-O moim, futrzastym problemie. - Wtrącił Lupin.
-Oczywiście że nie! - Oburzył się James. - Nie wkopałbym kump.. O cholera!
-Co jest? - zawołali pozostali.
-Zobaczcie ko stoi za drzwiami. - Lily chciała się odsunąć, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Drzwi otworzyły się z rozmachem i stanęli w nich Huncwoci.
Chwilę później, a przynajmniej tak się jej zdawało, obudziło ją coś co przypominało wystrzał armatni. Rozsunęły się kotary baldachimu a na jej łóżko zwaliły się dwie podekscytowane dziewczyny. Lily otworzyła oczy i dostrzegła zamazane kształty Mary i Jenny.
-Kiedy to się stało?!
-Myślałam że go nie cierpisz!
-Jak mogłaś nam nie powiedzieć?
Dziewczyna nie wiedziała o co im chodzi. Lubiła swoje koleżanki, ale czasami zachowywały się na prawdę... dziecinnie.
-O co wam chodzi?
-Jak to o co? Ty się jeszcze pytasz! O ciebie i o Pottera oczywiście.
-Nie mam pojęcia co jest nie tak ze mną i z Potterem.- Oznajmiła Lily, ziewając.
-Aha, a teraz głupią udaje. - Mruknęła Jenny do przyjaciółki. Lily zaczęła się denerwować.
-Dobra, gadajcie. O co chodzi ze mną i z Potterem?
-No, od kiedy wy jesteście parą?
-Co?! - Wytrzeszczyła oczy. To pytanie do końca ją rozbudziło. - Ja i.. i James? Zwariowałyście?! Nie... Ktoś rzucił na was urok!
-Lily, nie wymiguj się! Dlaczego nam nie powiedziałaś że wychodzisz z nim wieczorem?
-Bo to nie było spotkanie towarzyskie! Potter zarobił ode mnie szlaban! - To zbiło dziewczyny z tropu.
-O.. A w takim razie, dlaczego ktoś widział was jak trzymacie się za ręce? - To musiał być moment kiedy próbował ją zaciągnąć do tajemnego wejścia do Hogsmede; ciągnął ją wtedy za rękę..
-To nie ważne! Kto wam naopowiadał takich bzdur? - Jenny zmieszała się lekko, ale Mary zaoponowała.
-To nie ma znaczenia.
-Owszem, ma.
-No dobra.. To był Puchon Colin Smith.. - Lily spojrzała na koleżanki z rozbawieniem.
-Smith? Wy uwierzyłyście temu kretynowi, któremu dałam kosza trzy dni temu? To była zemsta. W sumie, to w jego stylu - fałszywa plotka o mnie i Jamesie..
-Czyli.. do niczego nie doszło?
-Do niczego. Ale muszę przyznać że Potter wcale nie jest taki zły. - Dziewczyny spojrzały na siebie znacząco. - Ale tylko jako kolega! Wspaniały kolega - dodała w myślach
-No dobrze, załóżmy że Ci wierzymy.. Ale uprzedzam, jak coś..
-Jak coś, będziecie wiedzieć jako pierwsze.
To ucięło wszystkie rozmowy. Evans ubrała się ciepło, bo pogoda za oknem nie była zachwycająca i ruszyła na śniadanie. Idące za nią dziewczyny milczały wymownie. Kiedy dotarły do Wielkiej Sali, stół gryfonów był prawie pusty. Kilku pierwszoroczniaków zajadało płatki owsiane. Lily poczuła zawód. Huncwotów nie było. Zajęła więc pierwsze miejsce z brzegu i nałożyła sobie potrawkę. Skubiąc ją powoli, słuchała jak jej przyjaciółki rozprawiają na temat zbliżającego się przyjęcia u Slaghorna.
-A ty Lil, idziesz z kimś?
-Hmm?
-Pytałam czy z kimś idziesz? - Powtórzyła Mary.
-Nie wiem, jeszcze... Może zaproszę Sevarusa.
-A nie myślałaś raczej, o..
-Nie, nie myślałam o Potterze, Jenny! Snape jest moim przyjacielem, czy Ci się to podoba czy nie!
-Dobra, przepraszam.. Przecież nic o nim nie mówię! Zasugerowałam tylko..
-Wiem, ale odpowiedź brzmi nie! - Dziewczyna wstała od stołu, zostawiając niedokończoną potrawkę. Zamierzała porozmawiać ze Snapem, żeby uciąć dziwne plotki na swój temat. Wyszła z jadalni, kierując się do biblioteki. Wiedziała że znajdzie tam Severusa. Ostatnimi czasy, oddalili się od siebie. On zaczął zadawać się z tak zwanymi "Śmierciożercami", a ona przebywała w towarzystwie przyjaciółek. Skręciła za róg, mijając puste klasy. Już miała wspiąć się schodami na puste piętro, kiedy usłyszała głosy z jednej z klas. Przystanęła. Głosy wydawały się jej znajome.
-Pokazałeś jej pelerynę? James! Ona jest prefektem! - Rozpoznała Syriusza.
-Remus też nim jest. - Tłumaczył się oskarżony.
-Ale to zupełnie co innego. O mapie też jej powiesz? Nie mówię że powinieneś ją sobie odpuścić.. Ale Stary, ganiasz za nią od pierwszej klasy!
-Słuchaj, sprawy się zmieniły.. Wydaje mi się że Lily zaczyna mnie lubić..
-Odpuść mu, Łapo. Nic mu nie wmówisz, zakochał się. - Dziewczyna poczuła że się czerwieni. - Mnie też się wydaje że ona nic nie powie. Tak na prawdę, nigdy tego nie zrobiła..
-Ale pamiętaj, o mapie ani słowa! A już tym bardziej o naszym futrzastym problemie.
-O moim, futrzastym problemie. - Wtrącił Lupin.
-Oczywiście że nie! - Oburzył się James. - Nie wkopałbym kump.. O cholera!
-Co jest? - zawołali pozostali.
-Zobaczcie ko stoi za drzwiami. - Lily chciała się odsunąć, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Drzwi otworzyły się z rozmachem i stanęli w nich Huncwoci.
poniedziałek, 20 maja 2013
Notka:)
Witam wszystkich!
Ostatnio dostałam kilka naprawdę miłych komentarzy, za które bardzo dziękuję! Na początku nie byłam pewna co do pisania bloga, ale te kilka osób daje niezłą motywację! Kolejny rozdział pojawi się jutro, żeby nie było że się opuszczam:) Możecie polecać bloga znajomym..
W następnym rozdziale przedstawię więcej znajomych Lily i Snape'a.
Ostatnio dostałam kilka naprawdę miłych komentarzy, za które bardzo dziękuję! Na początku nie byłam pewna co do pisania bloga, ale te kilka osób daje niezłą motywację! Kolejny rozdział pojawi się jutro, żeby nie było że się opuszczam:) Możecie polecać bloga znajomym..
W następnym rozdziale przedstawię więcej znajomych Lily i Snape'a.
piątek, 17 maja 2013
Rozdział 3: Znikające Problemy
Była już piąta po południu, a zaległa praca z historii magii leżała niedokończona na stole w pokoju wspólnym gryfonów. James Potter, już od godziny gapił się w jeden punkt mrucząc coś pod nosem. Jego przyjaciele też byli lekko znudzeni. No, może oprócz Lupina który powtarzał ostatni temat z obrony przed czarną magią.
-Czego się uczysz, Luniaczku? Jak rozpoznać wilkołaka? - Zarechotał Syriusz.
-Bardzo zabawne - mruknął Lupin, rozglądając się dookoła, czy aby nikt nie usłyszał tej dziwnej uwagi.
-Bądźcie na chwilę cicho! Próbuję się skupić.
-Ooo, przepraszamy Jaśnie Panie. A można wiedzieć w czym Ci przesz... - Ale nie dokończył bo z różdżki Jamesa wystrzeliło czerwone światło, a Peter siedzący naprzeciw niego, poderwał się w powietrze i zawisnął do góry nogami.
-Właśnie w tym. Panie i Panowie, przedstawiam wam nowe zaklęcie, Levicorpus! - Zawołał chłopak w stronę Gryfonów którzy otoczyli go w zaciekawieniu. Niektórzy nawet zaczęli klaskać. James ukłonił się nisko i obrócił do Glizdogona.
-O przepraszam, Stary.. Zapomniałem! - Po czym mruknął jakieś przeciw-zaklęcie a przyjaciel spadł z hukiem na podłogę. Po pokoju potoczyła się salwa śmiechu; śmiał się nawet sam poszkodowany. Jednak jednej osobie wcale nie było do śmiechu. Lily podeszła do Huncwotów, gdy tłumek gapiów powoli się rozszedł.
-Oszalałeś Potter? Jemu mogła się stać krzywda! - Dziewczyna przypominała teraz profesor McGonagall.
-A gdzie tam! Glizdek jest odporny na wszelkiego rodzaju zaklęcia. - Chłopak przytaknął ochoczo.
-A może chcesz nam dać szlaban.. Co, Evans?
-Ja nie, ale uważam że wasz przyjaciel powinien zareagować - spojrzała wyczekująco na Remusa, który udawał bardzo pochłoniętego w lekturze.
-Niestety, Lunatyk nie da nam szlabanu.. A tak w sumie Jamesowi, bo ja nic nie zrobiłem.
-Dzięki za wsparcie "przyjacielu".
-Remus, jesteś coraz bardziej podobny do Jamesa! - Gryfonka westchnęła, po czym usiadła obok okularnika. - Wiesz co, Potter? Chciałeś się ze mną umówić? Zgoda. Dzisiaj o ósmej na siódmym piętrze.
-Serio? Ale przecież, jeszcze przed chwilą mówiłaś że należy mi się szlaban..
-Bo należy. To nie randka, będziesz czyścił zbroje, obok klasy do Transmutacji, a ja osobiście Cię przypilnuje!
-Żartujesz? Wieczór sam na sam z tobą, podczas fascynującego zajęcia jakim jest czyszczenie zbroi? Jasne że to randka - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Gratulacje, w końcu Ci się udało. - Powiedział Peter, a reszta przytaknęła gorliwie, uśmiechając się. Lily uśmiechnęła się pod nosem.
-Jesteś na prawdę uparty.
-Wiem. - Odparł bezczelnie.
Dziesięć minut przed ósmą, Lily pobiegła na siódme piętro. Chłopak już na nią czekał, nucąc coś pod nosem.
-O, Evans! Trochę się naczekałem.
-Ale przecież jestem przed czasem.. To ty przyszedłeś za wcześnie.
-Nie chciałem się spóźnić na randkę.
-To nie jest randka! - Lily poczerwieniała ze złości.
-Jasne że nie. Chłopak i dziewczyna, sami po lekcjach, na ciemnym korytarzu. Skąd!
Dziewczyna zaśmiała się wbrew sobie. Trzeba przyznać że był czasami zabawny.
-No, to bierz szmatę i zabieraj się do wycierania tych zbroi!
-Ty tak na poważnie? Daj spokój Liluś.. Może zamiast tego..
-Nie ma mowy!
-...Ujawnię Ci parę tajemnic Huncwotów?
Aha, to przelało czarę jej ciekawości, choć próbowała jeszcze protestować.
-A co ze szlabanem?
-Odrobię go kiedy indziej, "pani profesor". Albo i nie... No wiesz, jak już się szaleńczo we mnie zakochasz, to może mi go odpuścisz.. -Spojrzała na niego z pode łba, ale chłopak dalej miał rozmarzoną minę. Zachichotała.
-No dobra, więc co chcesz wiedzieć?
-Hmm, może to skąd zawsze wiecie gdzie mnie szukać? - Spytała, przypominając sobie jak zawsze znajdywali ją w pustych klasach.
-O nie, na tę tajemnicę za wcześnie! Ale mam coś lepszego - dodał pospiesznie widząc zawód na jej twarzy. -Czyli?
-Popatrz na ten gobelin, o tam. - Wskazał palcem.
-Na który? Ej, gdzie jesteś? - Zaczęła rozglądać się dookoła, bo chłopak nagle zniknął. - James!
-Tutaj. - Rozległ się głos za jej plecami. Odwróciła się szybko ale nikogo nie zauważyła. -Masz chyba problemy ze wzrokiem!
-Hej, jak ty to robisz? James? - wołała chichocząc, a po chwili śmiała się już na całe gardło. Ktoś chwycił ją za rękę.
-Tu jestem. - Chłopak stał zaraz za nią, i przyglądał się jej z rozbawieniem.
-Uau! Jak to zrobiłeś? - Lily zapomniała o swojej niechęci do Jamesa Pottera. "Tak na prawdę nie jest taki zły", przemknęło jej nawet przez myśl.
-To wszystko dzięki niej - wskazał głową na pelerynę leżącą u jego stóp. Była wykonana z dziwnego, błyszczącego materiału. Dziewczyna podniosła ja i aż zaniemówiła z wrażenia. Po chwili jednak otrząsnęła się z szoku i wyszeptała.
-Czy to jest.. Peleryna.. Peleryna...
-Niewidka? Owszem. Chcesz przymierzyć? - Dziewczyna przytaknęła ochoczo i po chwili zniknęła pod peleryną.
-Widzisz wszystkich, a ciebie nie widzi nikt! A myślałam że peleryny niewidki występują tylko w bajkach!
-Widzisz.. Ze mną nigdy się nie nudzisz! Udowodnię Ci to.. Możemy przejść się gdzieś..
-Na przykład?
-No nie wiem.. Może chcesz zobaczyć Hogsmede nocą? - Ale Lily pokręciła głową. Mimo dobrej zabawy miała jeszcze trochę oleju w głowie. Nie zamierzała dostać szlabanu i to jeszcze w towarzystwie Pottera.
-Nie wyobrażaj sobie za dużo, Potter - burknęła, ale widząc jego niewinną minę rozpromieniła się.
-Ja? No coś ty.. Moje dobre wychowanie nigdy by mi na to nie pozwoliło! Wiesz zawsze uważałem że powinienem zostać prefektem.. Chyba pójdę ze skargą do dyrektora! - Zaczęli się głośno śmiać i ruszyli w stronę wierzy Griffindoru. Lily Evans pomyliła się co do Jamesa Pottera. Mogliby się nawet kolegować.. Już widziała zdziwione miny Huncwotów, Mary, innych koleżanek i.. Severusa. Właśnie. Severus Snape był w tej chwili jej wielkim utrapieniem.
Rozdział 2: W oczekiwaniu na eliksiry.
Gdy trójka huncwotów weszła do Wielkiej Sali,
Lily Evans podniosła głowę i z radością stwierdziła że nie ma z nimi Pottera.
Nadal była zła, za jego zachowanie i wiedziała że jego przyjaciele będą mieć z
niej niezły ubaw, dlatego gdy Peter usiadł naprzeciw niej, nie podniosła
wzroku. Sklepienie w Wielkiej Sali było pochmurne, więc idealnie
odzwierciedlało jej humor. –Nie ma z nami Jamesa i już masz gorszy humor,
co Lily? -Wiesz Syriuszu, że nie tylko Potter działa mi na nerwy. –
Skwitowała zwięźle, na co Lupin zaśmiał się głośno i nałożył sobie omlet na
talerz. –Ale na mnie nie jesteś zła, co? Mam do Ciebie pytanie dotyczące
wypracowania dla Slughorna. –Jasne, o co chodzi? – Jeśli chodziło o naukę
i Remusa, Lily zawsze była skłonna do pomocy. Chłopak jako jedyny z Huncwotów
nigdy jej nie złościł – był zawsze przyjazny i najspokojniejszy. –O
eliksir Euforii.. Muszę wypisać jego składniki, ale nie wiem czy wszystko
dobrze zrobiłem – to mówiąc wręczył jej pergamin zapisany pochyłym pismem.
Dziewczyna wertowała powoli składniki. –Figi Abisyńskie są, sok z
cytryny.. Brakuje Ci mięty. –Myślałem że nie jest konieczna… -Bo nie
jest. Ale lepiej ją dodać. Ale likwiduje efekty uboczne. A tak poza tym
wszystko jest dobrze. Jak będziesz potrzebował pomocy przy innym eliksirze… -Ja
potrzebuję pomocy! Przy eliksirze Miłosnym. – Rozległ się głos tuż nad jej
uchem. Gdy się obróciła ujrzała Jamesa, suchego i radosnego, jak co rano.
Dziewczyna przemilczała to i wróciła do śniadania. Chłopak usadowił się
wygodnie koło niej i od razu zabrał się do jedzenia. –Gdzie byłeś Rogasiu?
Wszędzie Cię szukaliśmy. –Poszedłem wysłać list. A po drodze spotkałem
Evans. - Dodał, przeciągając litery. – Mogliście użyć
mapy! –Na brodę Merlina, czy ty nie umiesz trzymać języka za
zębami? -Spokojnie, nikt nas nie podsłuchuje, oprócz Evans, która i tak
nikomu nie powie. –Nie? – zapytali jednocześnie Peter i Syriusz, a
dziewczyna w końcu zmusiła się żeby na niego spojrzeć. –Jasne że nie! Za
bardzo chce się dowiedzieć co kombinujemy żeby przy pierwszej lepszej okazji
nas wydać. –Wcale mnie nie interesują wasze plany! Niech tylko znajdę tę
waszą na pewno nielegalną mapę! Zaraz oddam ją McGonagall! -Co mi Pani
odda, Panno Evans? -Na jej nieszczęście, nauczycielka stała za nią ze
srogą miną. –Ja.. Eee, chciałam powiedzieć… Yyy.. –Lily chciała
powiedzieć, Pani Profesor że odda Pani nasze prace z transmutacji, jak tylko
skończy swoją. No wie Pani, żeby żadna się nie zgubiła. – James wyratował ją z
opresji, szybciej niż ją w nią wpakował. McGonagall tylko uniosła sceptycznie
brwi, ale bez słowa ruszyła w stronę stołu nauczycielskiego. –Tak to się
robi! – po czym przybił kolegom piątkę. –Na twoje szczęście! Może jej nie
powiem.. Ale za to, gdy się dowiem co to za mapa i co chcecie z nią zrobić
pójdę prosto do dyrektora! – Po czym wstała od stołu, zgarnęła książki do torby
i ruszyła w stronę klasy zaklęć. –Blefuje. Nic nie powie. –A ty skąd
taki pewny? – Zapytał Peter. –Po prostu jest zła, bo rano nieźle ją
nabrałem. – I opowiedział im całą historię. –No Stary, nie dziwię się że
jest wściekła.. – Zaśmiał się Syriusz. – Za szybko Ci nie odpuści! –To
jeszcze nic! Kiedy zrobiła mi sztuczne oddychanie to ją pocałowałem.- Remus i
Peter parsknęli w swoje budynie, a Syriusz zawołał -No nareszcie! Ganiasz
za nią od pierwszej klasy.. Teraz już tylko poproś ją o rękę. – Ale zamknął się
na widok miny przyjaciela. –Niestety ona nie odwzajemniła.. no
wiecie.. –Dziwisz się? Była w szoku. – Stwierdził Lupin po namyśle, po
czym dodał – Powinieneś ją przeprosić. –Tak, chyba to zrobię.. – Mruknął,
chwytając do ręki kanapkę z dżemem. –Widzimy się na lekcjach! Po czym ruszył w
ślad za Lily. Znalazł ją dopiero w lochu, wertującą jakąś opasłą księgę.
–Hej Evans! – Nie podniosła wzroku, tylko mocno zacisnęła usta więc dodał. – Przepraszam. -Przeprosiny
odrzucone. –To było głupie! Po prostu chciałem zwrócić na siebie Twoją
uwagę. –Noo, to Ci się udało. – Rzuciła sarkastycznie. – A za co
tak w ogóle mnie przepraszasz? Za to że musiałam Cię „ratować”, czy za to że mnie
pocałowałeś? -Za jedno i drugie.. Chociaż tamtego drugiego nie żałuje. –
kiedy dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie, zreflektował się i dodał
pospiesznie. –Ale jak się ze mną umówisz, to wszystko Ci wynagrodzę !
-Niby jak? -Na przykład, wezmę Cię do trzech mioteł.. Pokażę kilka
sztuczek na miotle. I.. może przedstawię Ci kilka tajemnic Huncwotów. Na
te słowa, dziewczyna ożywiła się nieco. Podniosła głowę i już miała mu
odpowiedzieć gdy na korytarzu pojawiła się jej koleżanka Mary. –Mary! Co
tak długo? -Zgubiłam gdzieś różdżkę i trochę mi zajęło jej szukanie.. Ale
widzę że masz towarzystwo. – Spojrzała na chłopaka, który dalej czekał
na odpowiedź. –A tak, Potter. –Dla Ciebie James, Evans. –
Wtrącił szybko. –Chodź Mary. – Pociągnęła przyjaciółkę za sobą do
klasy, bo Potter już szczerzył do niej swoje białe zęby i chciał coś
powiedzieć. –Liluś, to co? -Nico! może następnym razem Ci się uda. -
Ale posmutniała na widok jego zrezygnowanej miny.
Motywacja:)
Hej:) to moja pierwsza notka w stylu "Od autorki". Od dawna chciałam zacząć prowadzić bloga o Huncwotach, ale dopiero nie dawno się zmotywowałam! Byłabym bardzo wdzięczna za komentarze. Serio Ludzie :D nie wiecie ile każdy koment dodaje wiary w siebie, bo tak na prawdę do teraz nie wiem czy blog wam się podoba.. Dzisiaj postaram się zamieścić jeszcze jeden rozdział bo jutro nie będę miała okazji ;/
Subskrybuj:
Posty (Atom)